Bangla

Pojedynek gigantów, czyli tusze do rzęs - ranking porównawczy

10/29/2013 Angelika K. Angelisiak 42 Comments

Witajcie!
Pamiętacie TEN post? Zapowiadałam Wam w nim dokładne przetestowanie i porównanie otrzymanych od Bangli mascar. Długo jednak zastanawiałam się, w jakiej formie to uczynić.... Ale chyba się udało...


Pojedynek gigantów - tusze do rzęs




Tusz do rzęs to jeden z niewielu kosmetyków kolorowych, które MUSZĘ mieć. W mojej kosmetyczce znajdzie się co najmniej jeden, a ostatnio nawet kilka z nich...

Do testów otrzymałam tusze w kolorze czarnym, zwykłe (niewodoodporne). Przez ostatnie 10 tygodni testowałam je, w różnych warunkach i okolicznościach. Do jednych wracałam bardzo chętnie, do innych mniej. Jedno, co mogę powiedzieć, zanim pojawi się ranking, to to, że nie znalazłam wśród nich ideału. Niestety.
A co brałam pod uwagę? Przede wszystkim efekt na rzęsach (wydłużenie/pogrubienie/podkręcenie), który na zdjęciach być może nie jest w 100% odzwierciedlony. Ponadto trwałość mascary i łatwość użycia (wygoda szczoteczki). Ale również ogólne wrażenie na podstawie wyglądu opakowania, zapachu, czy konsystencji oraz łatwość zmywania i łagodność dla oczu.

Poruszę kwestię przydatności do użycia. Jak Wam zapewne wiadomo, tusz do rzęs traci swoje właściwości po 6 miesiącach od otwarcia. I tak jest w przypadku większości mascar. Jednakże 3 z nich (nie licząc Wibo, bo te mają podaną ogólną datę ważności) mają ten okres wydłużony do 12 miesięcy. Są to: Rimmel, Miss Sporty i Astor. Nie mam pojęcia, z czego to wynika. Ale jestem ciekawa, czy faktycznie są w stanie przez taki okres czasu zachować swoje właściwości. 
Pojemność: Największą z nich, bo aż 12 ml ma tusz marki Astor. Na kolejnych miejscach są: Maybelline 10,7 ml, Bourjois i L'oreal 9 ml, pozostałe po 8 ml (Wibo 8g).
Zapraszam do zapoznania się z moimi wrażeniami na temat poszczególnych maskar. Na poniższych zdjęciach tusz nałożony jest na rzęsy podwójną warstwą.
Zaczynamy od najsłabszego....

Miejsce 7
Astor Big&Beautiful Play it Big, Heidi

To jedna z gorszych maskar, jakie kiedykolwiek miałam.
Po pierwsze zawiera włókna, których szczerze nie cierpię i które przynoszą na moich rzęsach efekt odwrotny do zamierzonego. O ile noszę okulary, jestem w stanie je znieść, ale przy soczewkach? No way! Przez to również zmywanie tuszu z rzęs jest upierdliwe. 
Poza tym tusz kruszy się i osypuje w ciągu dnia, a jego konsystencja jest gęsta i sucha. Rzęsy po natuszowaniu są pogrubione i wydłużone, ale efekt osypywania się, skutecznie zniechęca do dalszego używania. 
Szczoteczka jest silikonowa i ma kształt jajowaty, a opakowanie przyjemne dla oka, o typowym kształcie. Zaskoczyła mnie pojemność i data ważności. Ale u mnie niestety ten tusz tak długo miejsca nie zagrzeje.

Jest to dla mnie kompletne rozczarowanie. Chyba robiłam sobie zbyt wielkie nadzieje w związku z marką, którą bardzo polubiłam.

Miejsce 6
Miss Sporty Studio Lash Instant Volume
    Choć opakowanie kusi, a silikonowa szczoteczka zachęca do używania, sama maskara jest niestety słabiutka. Owa szczoteczka własnie, niezbyt precyzyjnie rozdziela rzęsy, skleja je i łatwo się nią ukłuć w powiekę. Efekt na rzęsach jest zwyczajny, mnie nie zachwyca.
    Konsystencja tuszu jest gęsta, a na rzęsach pozostają małe grudki. Niestety tusz kruszy się i osypuje. 

    Sprawdziło się powiedzenie "Nie oceniaj książki po okładce". Ta maskara nie wyróżnia się niczym szczególnym.


    Miejsce 5
    Wibo Dolls Lash Ultra Volume
      Maskary Wibo były do tej pory moimi faworytami wśród tych z dużym efektem za niewielkie pieniądze. Ta niestety do tego zacnego grona nie dołączy. Rozczarowała mnie. Ale nie efektem na rzęsach, bo ten jest znakomity!  Lecz trwałością.
      Rzęsy są uniesione i wydłużone. Pogrubienia nie zauważyłam od razu, do tego trzeba minimum dwóch warstw.
      Szczoteczka tradycyjna, gęsta, doskonale rozczesuje rzęsy. Ale sam tusz jakby suchy, a to w praktyce oznacza kruszenie się i osypywanie :(
      No i opakowanie, troszkę tandetne i niezbyt kuszące, nawet na tle innych kosmetyków tej marki.

      Bardzo żałuję, że jakość tuszu tak marna. Ale może po prostu trafiłam na felerny egzemplarz?

      Miejsce 4
      L'oreal False Lash Telecsopic

      Jest to zdecydowanie ulubiona maskara mojej siostry. I chociaż mnie nie zauroczyła tak bardzo, to i tak uważam, że mimo wszystko zasługuje na uwagę. 
      Już samo opakowanie kusi. Błyszczące, nowoczesne.
      Szczoteczka jest silikonowa, bardzo nietypowa (i to ona spowodowała tak niskie miejsce w rankingu) oraz lekko ruchoma. Jest to wprawdzie zaleta tej maskary, ale trzeba dojść do wprawy w jej używaniu. Jest spłaszczona i zawiera aż 8 grzebyczków rozczesujących rzęsy. 
      Konsystencja tuszu jest odpowiednia, taka w sam raz. Ale kolor Magnetic Black to wg mnie grafit, a nie typowa czerń.
      Rzęsy są naprawdę wydłużone, pogrubione i... niestety lekko sklejone. Ale jak już wspomniałam, pewnie trzeba dojść do wprawy w używaniu szczoteczki ;) 
      Za to nic się nie kruszy i nie osypuje, a tusz jest trwały. Ogromnie mnie to cieszy!

      Gdyby nie ta szczoteczka, pewnie bym pokochała ten tusz ;)

      Miejsce 3
      Rimmel Extra Super Lash Curved Brush 
        Wiele lat temu używałam maskary Rimmel Extra Super Lash w wersji wydłużąjąco-pogrubiającej. I był to przez długi okres mój ulubiony i jedyny tusz do rzęs. Natomiast dopiero teraz miałam okazję wypróbować wersję Curved Brush, ze specjalnie wyprofilowaną szczoteczką podkręcającą rzęsy. I przyznaję, że jest bardzo wygodna w użytkowaniu. Nie do końca spełnia się w swojej roli, bowiem podkręca je tylko delikatnie. Ale przy tym wydłuża. I generalnie nadaje się do makijażu codziennego, delikatnego.
        Nie mam zastrzeżeń do konsystencji, która jest wprawdzie gęsta, ale nie kruszy się, nie osypuje i nie powoduje nadmiernego sklejania rzęs.

        Jest to bardzo przyjemna maskara za niewielkie pieniądze.

        Miejsce 2
        Maybelline The Colossal Volum' Express Mascara Smoky Eyes
        Ta maskara już samym opakowaniem przyciąga, jak magnes. Jest rozpoznawalna i pożądana przez wiele kobiet. Wyróżnia ją też ogromna pojemność - aż 10,7 ml. Zapach jest nietypowy, ale przyjemny, a czerń głęboka.
        Konsystencja jest niestety 'mokra', miałam więc problemy z jej dokładnym rozprowadzeniem na rzęsach, by ich po prostu nie skleić. No i długo schnie, więc trzeba ostrożnie mrugać, by nie odbić sobie rzęs na powiekach. 
        Szczoteczka jest tradycyjna, odpowiedniej wg mnie wielkości. A do tego gęsta, przez co dobrze rozdziela rzęsy. Trwałość tuszu bardzo dobra, nie kruszy się i nie osypuje.
        A efekt? Rzęsy są wydłużone i uniesione, a przy dwóch warstwach również lekko pogrubione. 

        Jedna z przyjemniejszych maskar, jakich miałam okazję używać.

        I wreszcie.... 
        Miejsce 1
        Bourjois Beauty Full Volume Mascara

        Przyznaję, że długo zastanawiałam się, czy zasługuje na to miejsce na podium. Ale po długich testach doszłam do wniosku że tak. Przeważył tutaj fakt, iż maskara nie schnie na rzęsach tak długo, jak jej konkurentka z Maybelline. Ponadto, jest o wiele bardziej trwała. Do tego stopnia, że trudno ją zmyć z rzęs.
        A co poza tym? Ma przyjemny zapach, wygodną szczoteczkę, a także nie kruszy się i nie osypuje, pomimo nieco bardziej gęstej konsystencji. Niestety trzeba uważać, bo przy zbyt dużej ilości tuszu, można sobie skleić rzęsy. Dlatego na co dzień preferuję jedną warstwę, która gwarantuje uniesione i wydłużone oraz lekko pogrubione rzęsy.
        Opakowanie jest klasyczne, ale eleganckie i dobrze wykonane. 

        Ten tusz oczarował mnie najbardziej z całej siódemki. Bourjois po raz kolejny stanął na wysokości zadania.


        ***
        A na koniec mały bonus w postaci zestawienia przetestowanych maskar, w której dojrzycie informacje, których nie ujęłam w powyższych opiniach (kliknij na zdjęcie w celu powiększenia do oryginalnego rozmiaru):






        ***
        Kosmetyki do testów otrzymałam od serwisu bangla.pl w ramach współpracy z Klubem Kejt.



        Co myślicie o rankingu? Znalazły się w nim Wasze ulubione tusze do rzęs?

        Zobacz także:

        42 komentarze:

        1. świetny pomysł na notkę:) zaskoczyła mnie pierwsza pozycja szczerze mówiąc:) u mnie obecnie króluje Max Factor 2000, ale wciąż bedę szukac tuszu idealnego:)

          OdpowiedzUsuń
          Odpowiedzi
          1. Nie znam go (jeszcze) ;)
            A co do 1. miejsca, pewnie wiele osób będzie zaskoczonych tak mocno, jak ja byłam w momencie, gdy czytałam o nim wiele niepochlebnych opinii. U każdego sprawdza się co innego i każdy ma swoje kryteria oceny ;)

            Usuń
        2. Miałam tylko dwa z wymienionych....

          OdpowiedzUsuń
          Odpowiedzi
          1. U mnie również notka porównawcza, ale inne tusze wzięłam pod kontrolę :)

            Usuń
        3. dla mnie Colosal wymiata, kupuję go juz o kilku lat w między czasie próbujac coś innego ale i tak powracam do niego :)

          OdpowiedzUsuń
          Odpowiedzi
          1. Ja czekam aż troszkę przyschnie, może wówczas zdobędzie u mnie dodatkowy punkcik, którego teraz zabrakło? ;)

            Usuń
        4. Dobre porównanie:) Bardzo lubię Colosala, jedna z moich pierwszych maskar, mam sentyment!

          OdpowiedzUsuń
        5. miałam maybelline, ale cat eyes - i jak na początku byłam zadowolona, tak dość szybko mi ta radość minęła, sama nie wiem czemu. ogólnie wymagam chyba za dużo od tuszów. teraz czaję się na max factor 2000, o którym koleżanka wyżej pisała. :)

          OdpowiedzUsuń
          Odpowiedzi
          1. Też mam ochotę na MF, tak wiele osób go chwali....

            Usuń
        6. Bardzo fajne porównanie. Choć żadnego z tych tuszy nie używam od dawna, przeczytałam całość, przyda się na pewno. :)

          OdpowiedzUsuń
        7. Z Twojej gromadki mam tylko żółtą - jest niezła, ale są lepsze ;-)

          OdpowiedzUsuń
        8. znam nr 3 i u mnie nie sprawdził się w ogóle...

          OdpowiedzUsuń
        9. żadnej z nich nie uzywałam, u mnie narazie jak dotad wygrywa tusz z Wibo GrowingLashes :D

          OdpowiedzUsuń
        10. Zaskakujące ale najbardziej na oczach podoba mi się efekt L'oreala..
          I fakt, zaskoczyłaś mnie, ale numerem 3 - miałam ten tusz i jak na moje potrzeby okazał się mega bublem.

          OdpowiedzUsuń
          Odpowiedzi
          1. No tak, ale Loreal ma tą felerną szczoteczkę, do której nie potrafię się przekonać....

            Usuń
        11. doskonałe porównanie i świetny pomysł z tabelką :)

          Z tych tuszy znam, używam i lubię jedynie telescopic - dla mnie rewelacyjna maskara, natomiast na twoich rzęsach najbardziej podoba mi sie maskara rimmela :)

          OdpowiedzUsuń
          Odpowiedzi
          1. Dziękuję :)
            Tabelka wydała mi się najbardziej przejrzystą formą zestawienia.

            Usuń
        12. Świetnie zrobiony test. Rzeczywiście miejsce 1 i 2 najlepiej się prezentują na rzęsach.

          OdpowiedzUsuń
        13. Collosall jest świetny! Uwielbiam go:)

          OdpowiedzUsuń
        14. Taki post porównujący jest bardzo przydatny :)

          OdpowiedzUsuń
        15. wow, a nigdy nie zwracam uwagi na tusze bourjois:) u mnie pierwsze miejsce zajmują tusze Max factor, maybelline i loreal, a i zapomniałabym jeszcze o zielonym growing lashes wibo:)

          OdpowiedzUsuń
        16. W zeszłym roku miałam ten tusz z Rimmela i bardzo go polubiłam. Wydłużał i podkręcał rzęsy. a do tego w ogóle się nie osypywał :)

          OdpowiedzUsuń
        17. Ja z tuszami prowadzę WOJNĘ! :)

          OdpowiedzUsuń
        18. Nie mogę znaleźć swojego tuszowego ulubieńca, mialam wiele fajnych ale ideału wciąż brak. Z tej listy niczego nie testowałam ale mam zamiar kupić Colossal.

          OdpowiedzUsuń
        19. ja najbardziej lubię szczoteczki silikonowe, mam takie zboczenie

          OdpowiedzUsuń
        20. Jestem wierna colossal volume, ale ostatnio trochę mi się znudził i szukam czegoś innego ;)

          OdpowiedzUsuń
        21. Świetny post! :)

          Ja miałam jedynie Colossal MNY, ale średnio przypadł mi do gustu.

          OdpowiedzUsuń
        22. fajne zestawienie, nie miałam żadnego z tych tuszy :)

          OdpowiedzUsuń
        23. Ja od dawna nie rozłączam się z tuszem AVON Super Shock :)

          OdpowiedzUsuń
          Odpowiedzi
          1. Wg mnie tusze z Avonu są bardzo słabe....

            Usuń
        24. Rzeczywiście maskara z Astora nie jest godna polecenia. Miałam ją, pomalowałam się kilka razy i wyrzuciłam bo się do niczego nie nadawała ;/
          Teraz moim ulubieńcem jest tusz z L'oreal :)

          OdpowiedzUsuń
        25. Świetny post,bardzo podoba mi się jego formuła.Moim nr jeden jest Max Factor 2000 calorii i żółta maskara z Lovely.

          OdpowiedzUsuń
        26. maskary Wibo są tanie i dobre, ale bardzo szybko wysychają co jak wspomniałaś jest powodem osypywania się tuszu. Szczerze przyznam, ze nie miałąm ani jednego z powyższych ;)

          OdpowiedzUsuń
        27. Ja z tych tuszy miałam tylko ten z Wibo , ale nie jestem z niego zadowolona ponieważ jak go kupiłam na tej promocji -40% co była w listopadzie to był wyschnięty i teraz za każdym razem gdy chce go użyć to muszę go moczyć w ciepłej wodzie :))

          OdpowiedzUsuń
          Odpowiedzi
          1. Może trafiłaś na tusz wcześniej otwierany?

            Usuń

        Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony komentarz. Posty zawierające linki oraz reklamę będą usuwane.