kosmetyki

Przemyślenia o... macantach. I apel do wszystkich - STOP OTWIERANIU KOSMETYKÓW W DROGERIACH!

5/22/2017 Angelika K. Angelisiak 47 Comments

Ten post wzbudził Wasze ogromne zainteresowanie. Dlatego odkurzyłam archiwum i wyciągam go na wierzch. Ciekawa jestem Waszej opinii na ten temat. Jak zawsze, zachęcam do dyskusji w komentarzach.


♥♥♥

Trwająca do niedawna na kosmetyki kolorowe w znanych sieciowych drogeriach skłoniła mnie do pewnej refleksji... Zwłaszcza, że w wielu sklepach podobne promocje są od czasu do czasu powtarzane... I wiem, doskonale wiem, że temat był wałkowany z 1000 razy. Ale niech będzie i 1001 - bo warto o tym przypominać. Może razem zmienimy brzydkie zwyczaje Polek.


Idąc do dowolnej drogerii oczekuję, że kupię tam kosmetyki (i nie tylko) wysokiej jakości, a przede wszystkim świeże (=nie otwierane!!!), z datą trwałości zgodną z nadrukiem na opakowaniu. Tymczasem okazuje się, że nie zawsze kupujemy pełnowartościowy produkt. Bo być może ktoś przed nami otwierał kosmetyk, w celu powąchania, sprawdzenia koloru, czy co gorsza - wypróbowania na swojej skórze. I to się zdarza coraz częściej. Niestety :(



Sama byłam niedawno świadkiem sytuacji, że klientka pewnej drogerii otwierała po kolei (!!) każdą mascarę i cienie w szafie, w celu sprawdzenia... sama nie wiem, czego - szczoteczki, koloru, konsystencji?  A jakby tego było mało, po wymacaniu wszytkiego na półce taka klientka bierze do kasy... kosmetyk nowy, z końca szafy, zamiast tego wczesniej przez siebie wymacanego. Ręce opadają. Co gorsza - miała na to przyzwolenie ekspedientki, która również sama otwierała inne, pełnowymiarowe opakowania! Uwagi zwrócić nie można, bo jest awantura. I to nie żart... :(

Dziwi mnie ta głupota (tak, głupota, bo inaczej nazwać tego nie można) osób, które niszczą świadomie (lub nieco mniej) pełnowymiarowe kosmetyki. Narażając w ten sposób inne klientki na zakup nie do końca świeżego produktu. Bo nie każdy chyba wie, że datę ważności kosmetyków liczymy od dnia ich otwarcia. A jeśli produkt nie jest w jakikolwiek sposób zabezpieczony (zaplombowany), to pewności co do jego 100% świeżości mieć nie możemy.
Nie wspomnę tu o bakteriach, które mogły dostać się do wnętrza takiego opakowania i np. w przypadku maskary lub cieni do powiek, nie jest trudno np. o wysypkę lub zapalenie spojówek, a w przypadku pomadki np. o opryszczkę. Brrr... już mam ciarki na myśl o siedlisku drobnoustrojów na tych wszystkich produktach :(

Sytuacja ta powtarza się od od wielu już lat i wciąż zadaję sobie pytanie, dlaczego klientki, a jeszcze bardziej pracownice tych sklepów, są tak bezmyślne??? Z drugiej strony, dlaczego w sklepach brakuje testerów, a same kosmetyki nie są przez producentów zabezpieczane przed otwarciem?

W zachodniej Europie i w Stanach Zjednoczonych zabezpieczanie kosmetyków to chyba norma. Tam tusz do rzęs kupimy w specjalnym blistrze. Zobaczcie, jak to wygląda w USA (duuuużo więcej zdjęć tutaj)  - mascary, konturówki, różnego rodzaju kredki, cienie do powiek, a nawet podkłady! I dużo, duzo więcej... wszystko w blistrach!!

źrodło (za zgodą autorki): http://wieniawski.blogspot.com/2015/01/loreal-infallible-pro-last-lip-color.html
źrodło (za zgodą autorki): http://wieniawski.blogspot.com/2011/12/nyc-sun-n-bronze-smooth-skin-primer.html
źrodło (za zgodą autorki): http://wieniawski.blogspot.com/2012/07/rimmel-gel-eyeliner-nuance-brow-kit.html 


A u nas? Totalne zero. Czy nie opłacalne byłoby zabezpieczenie danego kosmetyku jakąś plombą? Wiedząc, że to ograniczy ilośc zniszczonych produktów do minimum? To na pewno podwyższa koszt jego produkcji, ale nie musi przecież to być kartonik. Wystarczy tańsza opcja - np. folia termozgrzewalna (spotkałam takie rozwiązanie juz wiele razy np. Yves Rocher m.in. w przypadku mascar oraz Max Factor - podkłady).

Problem otwierania kosmetyków przed zakupem dotyczy dosłownie wszystkiego. Najczęściej jest to własnie kolorówka, potem zaś wszelkiego rodzaju żele do mycia, szampony i mazidła do ciała. Raz nawet, szukając prezentu, trafiłam na otwarte opakowanie peelingu do ciała - ktoś zadał sobie trud, by zerwać aluminiowe wieczko pod zakrętką :(

Sama bardzo zwracam uwagę na świeżość kosmetyków, pilnuję dat ich otwarcia i staram się zapisywać, kiedy, jaki kosmetyk traci swoją ważność. Fajna opcją są naklejki dołączane do zakupów w sklepie Tołpy. Ale można sobie takie naklejki zrobić samemu lub zapisywać daty w organizerze, co ma znaczenie w przypadku pudrów, pomadek i innych kosmetyków, których termin przydatności do użycia jest dość długi.
A gdy tylko widzę podejrzaną konsystencję lub zapach, wyrzucam - nawet, jesli termin nie minął. Nieraz bowiem dostałam uczulenia z powodu rozwarstwionego lub dziwnie pachnącego (choć pozornie świeżego!) podkładu lub kremu do twarzy. A konsekwencje takich przygód są bolesne w skutkach. I często też kosztowne.

Dlatego proszę - zanim następnym razem przyjdzie Wam do głowy myśl o wypróbowaniu kosmetyku przed zakupem, poproście o tester, jeśli to możliwe. Lub kupcie właśnie ten egzemplarz, który same naruszyłyście, zamiast zostawiać go  z "niespodziankami" w środku dla innych klientek. Upominajcie inne klientki i ekspedientki! To od nas samych zależy, czy sytuacje będą się powtarzac, czy może uda się ukrócić ten proceder. Mam cichą nadzieję, że w niedalekiej przyszłości producenci przestaną oszczędzać na prawidłowym zabezpieczaniu swoich produktów, a z półek przestaną znikać istniejące testery i pojawią się nowe. I jednocześnie ekspedientki będą bardziej świadome i wykształcone w zakresie zachowania higieny towaru, który chcą sprzedać.





Ciekawa jestem, co Wy myślicie na ten temat? Macie podobne odczucia? Czy wręcz przeciwnie - może wcale nie zwracacie na to uwagi i jest to Wam obojętne? Piszcie. 



Zobacz także:

47 komentarzy:

  1. Jest to dla mnie bardzo istotne czy kupię otwierany produkt, czy też naprawdę świeży i nowy. Tu nie ma nad czym się rozwodzić. Jeśli ktoś nie rozumie, ze wpychanie paluchów wszędzie gdzie się da to barbarzyństwo, to jest zwyczajnym głupkiem. Przepraszam, ale tak własnie uważam.
    Kiedyś pani konsultantka zaproponowała mi wypróbowanie pomadki (nowej) bo tester...brudny. Nie muszę dodawać, ze nie kupiłam tam nic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie musisz przepraszać - uważam tak samo ;)

      Usuń
  2. Nie pozostaje mi nic innego jak się zgodzić. Niestety mam wrażenie, ze u niektórych tego nie wytępisz i już. Najlepszym rozwiązaniem jest zabezpieczanie przez producenta. Ostatnio kupowałam tusz golden rose i ma właśnie taką foliową powłoczkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że niedługo to zabezpiecznie opakowania będzie standardem.

      Usuń
  3. Całkowicie się z tym zgadzam tyle że w dzisiejszych czasach często wszystkie kosmetyki z danego rodzaju potrafią już być pootwierane, wymacane i czasem nie ma czego brać. Co gorsza często nie ma już testerów i nawet nie możemy sprawdzić danego koloru podkładu bez wpychania tam paluchów... Do tego niestety, każdy powinien tego przestrzegać. Nie 1 osoba na 100 A niestety tak jest rzadko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, masz sporo racji. Brak testerów to zmora.

      Usuń
  4. Przy tych wielkich promocjach w Rossmannie zawsze się boję, że natrafię na otwarty kosmetyk, bo przecież nie sprawdzę tego w sklepie. Sama musiałabym go otworzyć.. Staram się zawsze albo szukać i sprawdzać tester, albo wcale i wtedy zdać się na zdjęcia w internecie. Trudno najwyżej nie kupię.. Z tego co przeczytałam na jednym z blogów, to niektóre kierowniczki potrafią zabierać do domu testery.. Także.. hmm.. Wszyscy powinni być doinformowani w temacie nieotwierania kosmetyków w drogeriach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też o tych testerach czytałam. Po prostu brak słów.

      Usuń
    2. Ja jak kupowałam teraz to brałam tylko zaklejone egzemplarze :)

      Usuń
  5. W jednej mniej znanej drogerii w Krakowie są rosyjskie kosmetyki (między innymi) i to w super cenach. Co z tego, jak znudzone panie ekspedientki otwierają sobie np szampon, wąchają i odkładają na półkę (widziałam to dwa razy i już tam nie kupuję z tego powodu).

    A co do Rossmana - dosłownie 15 min temu w jakimś pytaniu na śniadanie czy innym tego typu programie było o otwarciu którejśtam drogerii Ross i święcie z tego powodu, i wypowiadała się rzeczniczka sklepu mówiąc między innymi "kobiety dobrze się u nas czują, bo można wszystkiego dotknąć, powąchać, spróbować...". No nieźle. Przecież większość produktów jednak nie ma testerów (pielęgnacja), ja tam dziękuję za takie podotykane i powąchane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani chyba nie do końca zastanowiła się nad tym, co mówi albo za słabo doprecyzowała swoją wypowiedź.

      Usuń
    2. Albo nie do końca zdawała sobie sprawę, że jawnie kompromituje tę sieć drogerii ;/

      Usuń
    3. Macie rację, dziewczyny, ale jest jeszcze druga strona medalu - pewnie większość społeczeństwa nie zastanawia się nad takimi rzeczami, że ktoś kupi przez nich nieświeży kosmetyk - otwierają, bo podobnie jak w większości innych dziedzin zycia, myślą tylko o sobie. W oczach takich ludzi się nie skompromitowała bo to nawet nie skumali, że coś jest nie tak...

      Usuń
  6. dlatego ja od stycznia b.r. nie kupuję już niczego w drogeriach, z wyjątkiem chusteczek higienicznych, płatków kosmetycznych i papieru toaletowego - wszystkie kosmetyki (pielęgnacja+kolorówka) kupuję w Oriflame i jak najbardziej mi to odpowiada (zresztą wszystkim polecam zakupy w Oriflame) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupujesz jako konsultantka, czy klientka? Jeśli to pierwsze - masz szczęście, raczej na pewno dostajesz produkty świeże. Jako klientka - niestety pewności brak. Byłam KK kilku firm kosmetycznych i doskonale sobie zdaję sprawę, jak NIEKTÓRE konsultantki traktują kosmetyki (i inne produkty z oferty) - muszą obejrzeć/powąchać/dotknąć/sprawdzić kolor/rozmiar itp. itd... Sama jestem temu przeciwna, ale wiem, że takie praktyki mają miejsce.

      Usuń
    2. Haha, Angelika - to prawda. Pamiętam, jak kiedyś chciałam kupić żel Oriflame, pytam dziewczyny jak one mniej więcej pachną (nazwy nic mi nie mówiły), a ona szybciej niż zdążyłam zareagować otworzyła kilka z nich i mówi - powąchaj.

      Usuń
    3. Ja pamiętam, czego nas uczono na szkoleniach - tych nieoficjalnych. Nasze sponsorki/koordynatorki nawet oferowały na sprzedaż te wymacane tysiąc razy kosmetyki z kuferków ;)

      Usuń
    4. A nie foliują już ich? Ja pamiętam, że jak kilka lat temu byłam konsultantką Avonu i Oriflame, to większość produktów miała folie. Nawet teraz czasem kupuję na allegro tusz i jest zabezpieczony.

      Usuń
    5. Narja - niestety w Avonie coraz mniej jest kosmetyków foliowanych. Droższe wody toaletowe są foliowane, tańsze już nie. Tusze do rzęs i pomadki - tu odwrotnie - większość jest w folii, a Luxe dostałam w kartonikach. Kremy Anew maja folie, inne już nie. Niektóre kosmetyki z Planet Spa mają zabezpieczenia, ale większość niestety jest icch pozbawiona.
      Jeśli masz sprawdzoną KK, to kupisz produkty w stanie nienaruszonym. Gorzej, jesli robisz zakupy przez internet lub na tzw. bazarkach.

      Usuń
  7. Ja na razie nie widziałam żeby ktoś otwierał tak kosmetyki, chyba, że nie zwróciłam na to uwagi, no ale też oczekuję, że jak kupuję jakiś produkt, to nie był wcześniej otwierany i macany. Jestem za pakowaniem kosmetyków w takie blistry jak w USA, bo wtedy przynajmniej mamy pewność, że kupujemy nowy produkt.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja ostatnio byłam w rossmanie w trakcie tej promocji i widziałam niektóre otwarte np podkłady. Sama nigdy nie otwieram i lubię kupować nowiutkie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To jeszcze nic. Ja widzialam jak dziewczyny robiły sobie legalnie manicure na promo w Rossie. Każdy paznokieć na inny kolor! W ten sposób każda otworzyła 10 lakierów. :o Oczywiście otwierały też mascary i malowąły sb rzęsy. Obrzydlistwo. NIKT nie zwrócił na to uwagi. Ja raz przez nieuwagę kupiłam pół eyelinera- i to też było na promocji. Był tak wymacany że została połowa...

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety, często spotykam się z sytuacjami testowania pełnowartościowych kosmetyków, gdy obok leży tester, nie mogę pojąć takiego zachowania :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Najlepszym rozwiązaniem byłyby odpowiednie zabezpiecznia i testery dostępne w drogeriach. Sama nie przepadam za produktami, które od tak można sobie odkręcić i nie mają na górze żadnego foliowego wieczka, bo nigdy niewiadomo ile razy już taki kosmetyk był odkręcany.

    OdpowiedzUsuń
  12. Co prawda dotychczas nie zwracałam na to uwagi, ale to może dlatego,że sama jestem trochę "antykosmetyczna" i po prostu się na tym wszystkim nie znam :) Dziękuję, za zwrócenie uwagi na ten problem :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nienawidzę takiego macania kosmetyków , kiedyś kupiłam tusz do rzęs z jakąś obcą rzęsą ;/

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam nadzieję, że producenci zaczną wprowadzać jakieś zabezpieczenia, bo w to, że się ludzie zmienią to już nie wierzę. Widziałam jak panie potrafiły testować lakiery, tusze, a nawet pilniczek do paznokci.
    Staram się wybierać zafoliowane produkty.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nienawidzę gdy ktoś to robi! Dla mnie to jest trochę wieśniackie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mocne słowa, ale... w samo sedno :)

      Usuń
  16. Do tego wszystkiego trzeba dodać "znikające" testery. Niby są a ich nie ma bo.... wstawić co nam się podoba, z drugiej strony taniej by było jakby sam sklep przeznaczył jeden produkt na "testowanie" - nawet jesli producent go nie daje. No ale jak sprawdzić czy tusz nie był wcześniej otwierany skoro nie ma zabezpieczenia?

    OdpowiedzUsuń
  17. Też uważam, że kosmetyki powinny być zabezpieczone w jakiś sposób. Jedna sztuka mogłaby być wystawiona do obejrzenia i przetestowania, a reszta szczelnie zapakowana. Chociaż przypuszczam, że i tak znalazłyby się osoby otwierające zabezpieczenia pełnowymiarowych kosmetyków, żeby obejrzeć i odłożyć... Tak samo dzieje się przecież z testerami — często są, a mimo to ludzie otwierają nowy kosmetyk.
    Już kilka razy spotkałam się z bardzo nieprzyjemną sytuacją w Naturze, do której czasami wchodzę, czekając na autobus w Katowicach. Na przecenę są wystawiane kosmetyki, po których na pierwszy rzut oka widać, że są zepsute, rozwarstwione, niedobre. Kosztują dosłownie grosze, ale jak można użyć czegoś takiego? Czasami to pojedyńcze sztuki, czasami kilka takich samych. Założę się, że powodem tego jest właśnie otwieranie przez klientki kosmetyków, grzebanie w nich, aż w końcu się psują, bo otwartego nikt nie kupił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też widziałam te kosmetyki w Naturze. Zawsze omijam te koszyczki, bo mimo niskiej ceny, bałabym się tego używać.

      Usuń
  18. Ostatnio pierwszy raz w Rossmannie na własne oczy widziałam, jak ekspedientka zwróciła kobietą uwagę, "że to nie jest tester i proszę nie otwierać" :) Może coś się w końcu zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  19. Sama wolę zobaczyć, jak coś pachnie. Tylko, że albo biorę tester, albo już wcześniej zdecydowałam, że tak czy siak ten konkretny egzemplarz kupię. I jeszcze mi się nie zdarzyło kupić coś omacanego, zużytego lub nieświeżego. Może po prostu szczęście albo niezbliżanie się do Rossmanna... kuzynka kiedyś opowiadała, że jej koleżanki przed imprezą szły do Rossmanna z nałożonym jedynie podkładem. Wszystko inne można tam testować.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja właśnie uważam,że powinno być tak jak napisała dziewczyna wyżej.Powinna być wystawiona jedna sztuka do "obmacania"

    OdpowiedzUsuń
  21. Zgadzam się z Toba w 100%. Bardzo cieszy mnie, że coraz częściej na półkach stoją kosmetyki oznaczone jako testery, ale i tak zdarza się, że obok znajdujemy jeszcze kilka innych otwartych opakowań - czyżby część klientów uważała, że testery to kosmetyki innej jakości niż te stojące na półce? ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Często widzę jak ktoś otwiera kosmetyk mimo to, że stoi tester. Często w takiej sytuacji jeśli widzi to ekspedientka to zwraca uwagę, przynajmniej ja byłam świadkiem takich sytuacji pare razy.

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ja wciąż obserwuję sytuacje, że nikt nie zwraca uwagi na takie zachowania :(

      Usuń
  23. To niestety duży problem, podczas ostatniej akcji w Ross byłam przerażona tym, co ludzie wyprawiają, a pootwierane kosmetyki leżały dosłownie wszędzie :(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i pozostawiony komentarz. Posty zawierające linki oraz reklamę będą usuwane.